Janosik pomaga mi unikać zbójów przydrożnych

Jeżdżę ostrożnie i wolno. Ba, nawet przepisowo, szczególnie w mieście. Wbrew pozorom da się, kwestia przyzwyczajenia. W pewnym momencie człowiek dorasta i zdaje sobie sprawę, że pośpiech się nie opłaca i to w różnych kontekstach. Do pracy jadę przepisowo 10 minut, a jak się bardzo spieszę to 8-9. Jako, że najczęściej jeżdżę do pracy (tak, to smutne), te obliczenia skłoniły mnie do przemyśleń i zmiany stylu jazdy. Tym bardziej, że w połowie przypadków po dordze mijam straż miejską z fotoradarem (w końcu jadę odcinkiem nowej 2-pasmowej drogi, z ograniczeniem prędkości). Często też zaczaja się jakiś patrol w którymś z innych miejsc. Co tu dużo pisać - prawie każdy wie, jak to wygląda.

Rząd zaplanował na ten rok w budżecie wpływy z mandatów na poziomie miliarda dwustu milionów złotych (1200000000 PLN) i aby go zrealizować kupuje masę nowych fotoradarów. Na pewno też będzie się można spodziewać w związku z tym wzmożonej aktywności panów z suszarkami w dochodowych miejscach (tak, tak, niebezpiecznych, bo przecież o nasze bezpieczeństwo chodzi). A pewnie i gminy przy pomocy swoich służb będą chciały podratować trochę budżety, tym bardziej, że minister Rostowski zapowiedział, że zadłużanie bez pamięci musi się skończyć.

Zakładając, że w Polsce mamy 15 milionów samochodów, to średnio każdy z nich powinien dostarczyć 80 zł w postaci wpływu z mandatu. I to tylko do budżetu państwa, danina dla gmin liczy się osobno. A ile jest samochodów w Twojej rodzinie?

Co mnie to obchodzi, skoro jeżdżę przepisowo? Trochę jednak obchodzi. W zeszłe wakacje jechałem na wakacje z rodziną. Zupełnie na luzie, nie spiesząc się, spokojnie. Brak pośpiechu jest tu szczególnie wskazany, jako że gminy leżące przy trasach turystycznych, szczególnie upodobały sobie łupienie kierowców z pomocą specjalnie powołanych do tego brygad, do niczego innego nieprzydatnych (jak wykazał NIK ). Jechałem więc sobie przepisowo, jak sądziłem, wróciłem równie spokojnie. O tym, że jeżdżę spokojnie może świadczyć fakt, że nigdy nie dostałem mandatu z Białego Boru , mimo parokrotnej bytności w tej uroczej miejscowości.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy po pewnym czasie przyszła do mnie pamiątkowa fotka z wakacji. Nieco przydrogawa, ale wychodzę z założenia, że usługi profesjonalnego fotografa nie mogą być tanie. Fotka pierwsza klasa, wyraźna, bez wątpienia to mój samochód, nawet domki w tle dobrze wyszły. Teren faktycznie zabudowany, bo domy są, pewnie wakacyjny nastrój i sielankowa jazda sprawiły, że się zagapiłem i przekroczyłem prędkość, bo przecież trudno podejrzewać, żeby profesjonalni strażnicy pod złym kątem ustawili fotoradar. Przerażenie mnie natomiast ogarnęło prawdziwe, gdy zorientowałem się, że to samochód widmo. Za kierownicą nikt nie siedzi! Fotka wyraźna, widać to świetnie.

Pamiątkę z Żalna w każdym razie już mam, więc wracać tam raczej nie będę. Choć trochę kusi, żeby zobaczyć ten fotoradar, bo to atrakcja na skalę europejską. Strażnicy z tej miejscowości niewątpliwie musieli być wcześniej komandosami, bo w sztuce kamuflażu (dla bezpieczeństwa rzecz jasna, żeby kierowca nie zagapił się na fotoradar) nie mają sobie równych .

Żalno to fachowa instytucja, stawia na nowoczesny marketing i zadowolenie klienta (szczególnie stałego, a są tacy, bo mój ojciec dostał dwie fotki z tej miejscowości - pora pomyśleć o jakimś abonamencie). W związku z tym do fotki i listu gratulacyjnego dołączona była ankieta. Czy wolę zapłacić 100 zł i dostać punkty karne, czy może wolę 200 zł bez punktów karnych. Trzecią opcją była propozycja spotkania w sądzie grodzkim, który mógłby unieważanić opłatę, skoro samochodu widmo nikt nie prowadził (co jasno wynika z dostarczonego dowodu), jednak wycieczka do niego z racji odległości opłacalna raczej by nie była. Dla świętego spokoju wybrałem ofertę promocyjną za 100zł z punktami w programie lojalnościowym gratis. Punkty mi co prawda nie potrzebne, bo pewnie i tak nie uzbieram nigdy na żadną nagrodę, jako że w takich zabawach uczestniczę nie częściej niż raz na 50-70 tysięcy przejechanych kilometrów.

Poszedłem jednak po rozum do głowy i stwierdziłem, że powininem dołączyć do jakieś społeczności. Do Klubu Miłośników Gminy Żalno albo czegoś takiego. Poszperałem więc w sieci i znalazłem społeczność użytkowników programu Janosik (spodziewam się, że znajdzie się w niej paru wielbicieli Żalna również). Zainstalowałem więc program, zarejestrowałem się na stronie i zbieram różne odznaczenia. Mają poza tym forum, mapę pokazującą gdzie są korki i ogólnie jest miło, jak to we wspólnocie.

Co daje Janosik w samochodzie? Mniej więcej to co CB radio, ale bez szumu i chamstwa w eterze (tak, uogólniam, CB to fajna sprawa i korzysta z niego wielu normalnych ludzi, wyjątki psują opinię). Jest jeszcze nieco mniej skuteczny niż radio, ale szczególnie w mieście trafność ostrzeżeń jest zaskakująco dobra. Duże, ergonomiczne przyciski do zgłaszania zdarzeń drogowych (kontrole, wypadki, itp.), sprawne działanie, spora liczba osób korzystających z systemu (w różny sposób), dobre algorytmy i system potwierdzania zgłoszń przez kierowców to atuty tego programu.

Jak to działa? Banalnie prosto. Jadę sobie, przepisowo rzecz jasna, drogą i widzę, że jakiś zbój czai się w krzakach. Wciskam więc przycisk “zbój w krzakach” w moim telefonie i jadę sobie spokojnie dalej. Jakiś czas po mnie tą samą drogą jedzie mój ojciec/kolega/ktoś obcy i już z pewnym wyprzedzeniem słyszy “zachowaj baczność, za kilometer zbój dybie”. Mijając wskazane miejsce może  też odpowiedzieć (a nawet powinien, żeby zabawa miała sens) na pytanie czy rozbójnicy nadal się czają, czy może już obłowili się dostatecznie i wrócili do swojej jaskinii, bądź może przenieśli się na inny trakt.

Sam program dostępny jest bezpłatnie na wszystkich popularnych platformach (Android, iPhone i Windows), ale Yanosika można też kupić jako urządzenie. Mała czarna skrzyneczka może być podłączona na stałe w samochodzie. Moim zdaniem to dobra opcja dla osób starszych i mniej technicznych, ale także być może dla zawodowych kierowców.

W moim telefonie Janosik, dzięki programowi Profile Scheduler , uruchamia się automatycznie po połączeniu z zestawem głośnomówiącym (tak, korzystam z niego, wszak jako przepisowy kierowca w innym wypadku nie mógłbym rozmawiać przez telefon w samochodzie). To bardzo dobry sposób, wszak nie chodzi o to, żeby włączać “zbójnika” incydentalnie, gdy ruszamy w daleką drogę, ale używać go na codzień. Im więcej zgłoszeń w systemie, tym bardziej będzie on przydatny dla wszystkich.

Yanosik to także nawigacja samochodowa. Widać, że twórcy mają ambicję rozwijać się w tym kierunku i mają bardzo dobre podstawy - dużą bazę użytkowników oraz sporo danych o korkach i prędkościach na różnych odcinkach dróg. Widzę w tym wielki potencjał, choć także masę pracy, którą jeszcze trzeba wykonać. Osobiście do nawigacji używam od lat NaviExperta , z którego jestem bardzo zadowolony i uważam, że warto za niego płacić abonament.

Jednak jeżeli Janosik nadal będzie się dynamicznie rozwijał, a NE nadal opierał się przed wprowadzeniem potrzebnych funkcji (jak zgłoszenia drogowe online), to być może zmienię nawigację. Póki co Yanosik zyskuje, bo jeżdżę z nim na codzień, a NaviExperta używam tylko jak jadę gdzieś dalej lub w nieznane miejsce (mając jednak drugą aplikację uruchomioną w tle, co czasem powoduje problemy). W ten sposób NE traci dużo potencjalnych danych o sytuacji na drogach, a zyskuje je konkurencja.

Podsumowując - Janosik to jedna z najczęściej uruchamianych aplikacji w moim telefonie. Nie wiedzieć tylko czemu słowacki rozbójnik mówi po polsku. Opcja z językiem słowackim niewątpliwie ubarwiłaby program i nadała mu autentyczności. Ale i tak lubię Janosika.